Zryw ku hossie szeroką ławą

Bartosz Stawiarski, Wealth Solutions włącz . Opublikowano w Komentarze


Ubiegłotygodniowe solidne wzrosty giełdowe posiadają dość wiarygodne umocowanie w najnowszych danych makroekonomicznych, co powinno przesądzić o trwalszej przewadze kupujących. Wprawdzie wciąż ani indeks WIG20, ani S&P500 nie wybiły się z pasm swoich konsolidacji (skupionych odpowiednio wokół 1900 oraz 900 pkt), ale obecne polepszenie sentymentu podbudowane jest realną poprawą odczytów na wielu frontach, o czym szerzej poniżej. Pojawiło się wystarczająco dużo katalizatorów do dania upustu drzemiącemu apetytowi na ryzyko, w czym istotny udział mają również niezłe wyniki kwartalne firm.

Teza o kluczowym znaczeniu okolic 1800 pkt dla dalszych losów wskaźnika WIG20 została wzmocniona za sprawą mocnego rajdu z minionego tygodnia. Otwarcie bieżącego tygodnia przynosi kontynuację zakupów (wedle zgodnej opinii popartych ostatnio aktywnością kapitału zagranicznego – dolar niemal testuje barierę 3 zł), przybliżając nasz rynek do górnych stref trzymiesięcznej już konsolidacji. Na wysokiej wycenie miedzi wydatnie korzysta KGHM, którego kurs niemal pokrył odjętą wartość dywidendy, ponadto systematycznie kupowane są banki PKOBP i Pekao. Brakuje jeszcze podłączenia się pod wzrosty tradycyjnego marudera czyli TPSA.

W świetle obecnej fali optymizmu inwestorzy mogą przypisać większe znaczenie wskaźnikom, które zazwyczaj należały do kategorii drugorzędnych. Tak może być z publikowanym dziś amerykańskim indeksem wskaźników wyprzedzających (LEI), który w ostatnich miesiącach sygnalizuje poprawę. Może się z tego wyodrębnić faktyczny trend wzrostowy, choć fundamentalnych argumentów za dalszymi wzrostami należy szukać w ewentualnej synchronizacji większej liczby publikowanych odczytów.

Po niezłych jak na ostatnie kilka kwartałów wynikach pierwotnego rynku nieruchomości duże nadzieje skupione będą na kondycji segmentu wtórnego. Oczekuje się lekkiego wzrostu sprzedaży domów, a odpowiednie dane poznamy w czwartek. Wiele wskazuje również na hamowanie tempa kurczenia się rynku pracy w USA, co zaczyna być widoczne choćby po spadku liczby składanych podań o zasiłek znacznie poniżej bariery 600 tys. U schyłku tygodnia przedstawione zostaną najnowsze poziomy indeksów aktywności gospodarczej w głównych krajach UE wraz z niemieckim wskaźnikiem Ifo. Każde kolejne jaskółki poprawy uwiarygodnią silne zachowanie na rynkach surowców przemysłowych (tona miedzi wyceniana jest już na niemal 5,5 tys. dol., baryłka ropy ponownie podchodzi pod 70 dol.).

Nie należy również zapominać o naszych czwartkowych danych za czerwiec: stopie bezrobocia (typuje się 10,8 proc.) oraz dynamice sprzedaży detalicznej (choćby kosmetyczny wzrost byłby sukcesem). Trwalsza sympatia do polskiego parkietu ma szansę zostać poparta dalszym umocnieniem złotego, oczywiście na miarę panujących realiów z budżetowymi zawirowaniami w niepośredniej roli.

Na tle walut krajów ościennych złoty jest ewidentnie niedowartościowany, a o rażącej nieadekwatności kursów forex do kondycji poszczególnych gospodarek dosadnie zaświadcza sztuczne powiązanie m. in. lita i łata z euro pomimo dreptania Litwy i zwłaszcza Łotwy na krawędzi finansowego przetrwania. Fikcje na rynkach walutowych wywołują błędne wyceny i ostatecznie generują ryzyko gwałtownych dopasowań kursów w przyszłości, a tego podobno rynki finansowe chcą uniknąć, zatem tkwimy w kręgu paranoi. Wszystko to nie zmienia faktu, że miejsca na obniżkę stóp złotowych przez RPP dawno już nie ma, gdyż premia za ryzyko inwestycji nad Wisłą nadal jest wymagana.

Ogólnie, do postawienia przez kupujących kropki nad „i” potrzebne jest podtrzymanie dobrej passy w raportach kwartalnych. Pożywne ziarno zasiały Goldman Sachs i Intel, a w najbliższych dniach spodziewamy się wysypu dokonań tuzów takich jak (chronologicznie): Texas Instruments, Caterpillar, DuPont, Coca Cola, Apple, Yahoo, Bank of New York, Pfizer, AT&T, Credit Suisse, McDonald’s, American Express. Wydaje się, że już sam brak ponadnormatywnych wpadek będzie w stanie co najmniej utrzymać indeksy na obecnych poziomach. Każdy punkt dorzucony przez wskaźnik S&P500 – przebywający obecnie w rejonie tegorocznych szczytów – władny jest zmobilizować większy kapitał do uderzenia na rynkach wschodzących.

Mimo widocznej „zieleni” na parkietach nie należy zbyt czule popadać w objęcia optymizmu. Powiedzmy, że S&P500 ma szansę w najlepszym razie nieznacznie naruszyć 1000 pkt (co będzie głośne medialnie) – wówczas można by docelowo liczyć na rejon 2200 pkt dla WIG20. Pozytywna weryfikacja tych oczekiwań uwarunkowana jest jednak wynikami naszych „ciężkich” spółek, które pochwalą się swoimi wynikami dopiero w sierpniu. Takie opóźnienia i bezwładność procedur stanowią ewidentny dyskomfort dla inwestorów, którzy z racji niepewności nie mogą w pełni cieszyć się pozytywną passą za granicą. Póki co wskazana jest wytężona czujność przy ewentualnym teście tegorocznych szczytów na naszych indeksach – skumulowany popyt ma szansę by je wiarygodnie poprawić.