Przesadne reakcje rynku

Jan Mazurek, Główny Analityk Investors włącz . Opublikowano w Inwestycje

Całkiem niezłe dane dotyczące naszej gospodarki zaskoczyły nawet największych optymistów - Produkt Krajowy Brutto w trzecim kwartale wzrósł o 1,7 proc. Ojcowie sukcesu już się pokazali.

Można się spodziewać, że ostatni kwartał tego roku również będzie dobry, a pomoże mu zwiększony popyt konsumpcyjny w okresie przedświątecznym.  Poprawił się nam również przemysłowy indeks menedżerów logistyki - PMI. W listopadzie wzrósł o 3,6 pkt. osiągając wartość 52,4 pkt. Wyjście powyżej 50 pkt oznacza teoretycznie koniec recesji. Podobnym sukcesem pochwalił się wcześniej Euroland, a do października wzrastały indeksy koniunktury ISM w USA. 

Czy taka sytuacja utrzyma się w kolejnych miesiącach? Tu już nie ma pewności. Niepokojące są ostatnie odczyty tego rodzaju wskaźników w Stanach Zjednoczonych - ISM dla przemysłu spadł z 55,7 pkt w październiku do 53,6 pkt w listopadzie, natomiast dla usług – odpowiednio z 50,6 pkt do 48,7 pkt, a to jest już oznaką recesji w tym sektorze. Warto dodać, że usługi mają decydujący wpływ na PKB w Stanach Zjednoczonych. Poprawić mógł nastrój Amerykanom wzrost wskaźnika koniunktury dla regionu Chicago, który za listopad osiągnął poziom 56,1 pkt. Lecz jest to indeks regionalny i nie świadczy o sytuacji w innych częściach tego wielkiego kraju, np. w Kalifornii, czy Nowym Jorku.

Jednakże najwięcej pozytywnych emocji dostarczyły ostatnie informacje dotyczące amerykańskiego rynku pracy. Powstała chwilowa euforia – uważam, że przesadzona. Spadek stopy bezrobocia o 0,2 punktu procentowego nie jest rewelacją. Natomiast mniejsze, niż się spodziewano zmniejszenie zatrudnienia w sektorze pozarolniczym – zamiast prognozowanego spadku o 130 tys. ubyło 11 tys. miejsc pracy – jest dobrym newsem, lecz czy nie wyolbrzymianym sukcesem? Niektóre komentarze podkreślały, że wynik jest kilkanaście razy lepszy od przewidywanego– to brzmi imponująco, lecz jest to w dalszym ciągu wynik negatywny – miejsc pracy ubyło.

Można zadać sobie pytanie, co warte są takie „przestrzelone” prognozy i jaka jest intencja ich twórców? Jeżeli chodziło o wywołanie gwałtownych zmian na rynkach finansowych - to cel został osiągnięty. Rynek reaguje zdecydowanie na wyniki, kiedy różnią się one od oczekiwań, a tymi można manipulować, produkując odpowiednie prognozy, nawet kosztem własnej kompromitacji. Duzi nie muszą tłumaczyć się z błędów. Przykładów chybionych prognoz dotyczących m.in. naszej gospodarki było sporo w minionych kilkunastu miesiącach.

Powracając do amerykańskiego rynku pracy, należy zauważyć, że ubiegłotygodniowe dane zawarte w raporcie Challengera nie nastrajają nader optymistycznie. Planowane redukcje zatrudnienia w USA nie obejmą, co prawda, 55,6 tys. osób lecz 50,3 tys. Jednakże taka ilość Amerykanów pójdzie na „zieloną trawę”, i to już nie jest dla nich dobry news.

Przed postawieniem prognozy na temat rozwoju sytuacji w gospodarce warto spojrzeć również na inne wskaźniki, czy dokonać analizy wydarzeń na świecie, także politycznych. Nie można również zbagatelizować sytuacji w Dubaju.

Dobrym prognostykiem rozwoju sytuacji ekonomicznej na świecie jest Baltic Dry Index. W przeszłości jego sprawdzalność była stosunkowo wysoka - nie podlega on nastrojom rozgorączkowanych uczestników rynku finansowego, czy manipulacjom, lecz opiera się na „rzeczywistej rzeczywistości”.