Trendy, wsparcia, podsumowania

FMC Management włącz . Opublikowano w Komentarze

Sytuacja na rynku walutowym w mijającym tygodniu.

Rzut oka na eurodolara
Z jednej strony rzec można, iż eurodolar od początku grudnia systematycznie rośnie. Co prawda układ korekt i podokresów konsolidacyjnych był taki, że trudno wytyczyć jakąś sensowną linię trendu (chyba że po dołkach z 3 grudnia i 2 marca), niemniej faktem jest, że jeśli późną jesienią cena schodziła poniżej 1,06 – to 3 maja notowano więcej niż 1,16.

Z drugiej strony, dłuższy okres, niemal od początku roku 2015, opisać można jako konsolidację w zakresie od 1,05 do 1,17 (czy nawet z drobnymi odchyleniami po obu stronach). To dość pomocne podejście, bo jeśli weźmiemy je pod uwagę, to szczyty z 3 maja możemy uznać za przybliżony test górnego ograniczenia tejże konsolidacji. W takim razie została ona potwierdzona i nastąpiło odbicie. Ba, świece dzienne od tego czasu, czyli od kilkunastu dni, elegancko układają się w trend spadkowy. Wykres przebił już wsparcie na 1,1220, testował 1,1180, tylko krok do 1,1145-55, a następnie do 1,1060.

To prawda, że dziś akurat euro trochę zyskuje, mamy 1,1220 – ale może być to po prostu techniczna korekta. Teoretycznie mogłaby ona dojść nawet do ok. 1,1260 – a i tak nie naruszałoby to generalnej (hipo)tezy o procesie umacniania dolara.

Proces ten ma, prócz czynników technicznych, takie uzasadnienie, że oto minęło już prawie pół roku – i zapewne Rezerwa Federalna weźmie się w końcu za podwyżki stóp. Czterech nie będzie prawie na pewno, trzy są mało prawdopodobne (choć Lockhart i Williams z Fed dopuścili kilka dni temu nawet i taką możliwość), ale dwie to optymalna wizja, nie mówiąc o jednej. To skłania do inwestowania w dolary, a przecież jastrzębich wypowiedzi było jeszcze kilka w minionych dniach (Rosengren, George).

Ostatecznie zresztą nie jest tak ważne, jeśli mówimy o forexowych spekulacjach, co się wydarzy – ale to, w co będzie wierzył w najbliższym czasie rynek. To, pod co się będzie grało. Na razie generalny scenariusz nie jest zły dla dolara, nawet jeśli nie wszystkie dane gospodarcze z USA są w pełni przebojowe (np. w tym tygodniu słabo wypadły indeksy: NY Empire State i Fed z Filadelfii). W każdym razie opublikowany w tym tygodniu protokół z posiedzenia FOMC pokazuje, że część członków Komitetu jak najbardziej akceptuje termin czerwcowy, o ile oczywiście rynek pracy i inflacja będą wystarczająco dobre. Eric Rosengren, niegdyś uchodzący za gołębia, już w poprzednim tygodniu ogłosił, że rynek jest zbyt pesymistyczny w ocenie przyszłości ekonomicznej USA i ścieżki podwyżek.

Co ze złotym?
W finale ubiegłego tygodnia ukazał się komunikat agencji Moody's (późnym wieczorem w piątek, trzeba przyznać, że parę godzin przed tym traciliśmy już nadzieję na publikację). Nie obniżono, jak wiemy, ratingu (pozostał na poziomie A2), choć obniżono (do negatywnej) jego perspektywę. Agencja zwróciła uwagę na takie kwestie (w jej ocenie – problematyczne) jak ryzyka związane z budżetem, z ustawą o kredytach frankowych czy z temperaturą sporu politycznego.

Generalnie jednak komunikat odebrano jako pozytywny w relacji do oczekiwań – i złoty silnie zarobił. Na USD/PLN poskutkowało to testem biegnącej od początku kwietnia linii trendu wzrostowego. 16 i 17 maja można było okazyjnie kupować dolary za mniej niż 3,8440 zł, jeśli mówimy o forexie. Ostatecznie jednak trend się potwierdził, efekt Moody's wyparował, inwestorzy przypomnieli sobie, że w USA sytuacja zmierza ku podwyżce stóp, agencja Fitch obniżyła prognozę dynamiki PKB dla Polski z 3,5 proc. do 3,2 proc., a do tego Komisja Europejska dała polskim władzom ultimatum w kwestii rozwiązania kryzysu konstytucyjnego.
W efekcie wzrosła rentowność polskiego długu, a USD/PLN ostro odbił się od linii trendu i niesiony dodatkowo spadkami głównej pary poszybował hen, wysoko, powyżej szczytów z kwietnia. Dochodziliśmy już do 3,9450. Jeśli rynek miałby się na początku przyszłego tygodnia korekcyjnie cofnąć do linii trendu, to 3,89 byłoby "do zrobienia". Z drugiej strony, gwałtowne przebicie rejonu 3,94 – 3,95 może poskutkować szybkim wzrostem do 3,98 czy nawet 4,00.

Na EUR/PLN od 25 kwietnia można mówić o szerokiej konsolidacji, dla której dolnym ograniczeniem jest obecnie okolica 4,3560, a górne mamy przy 4,4350. Teraz notujemy 4,4160. Początek obecnego tygodnia był obiecujący, ale można było podejrzewać, że efekt Moody's jest tylko chwilowy. Tym niemniej pokładamy jeszcze pewną wiarę w oporze konsolidacji. Co do przełożeń z EUR/USD, to spadki głównej pary (czyli wzmocnienie USD) ostatnio szkodziły złotemu do euro (wizja wyższych stóp w USA skłania do wycofywania się z ryzykowniejszych aktywów), ale czasami mogą pomagać (bo jednak słabsze euro to... słabsze euro). Nie znaczy to jednak, by najbliższe tygodnie miały być jakieś szczególnie dobre dla złotego.

Tomasz Witczak
FMC Management