Raport tygodniowy Gold Finance - 17.07.2009 r.

Roman Przasnyski, Główny Analityk, Gold Finance włącz . Opublikowano w Komentarze

 

Najważniejsze wydarzenia

-    Produkcja przemysłowa w Polsce wzrosła w czerwcu w porównaniu do maja o 6,2%.
W porównaniu do czerwca obniżyła się o 4,3%. Analitycy oczekiwali spadku o 6,2%.
Dynamika spadku produkcji wyraźnie maleje. W maju wyniosła 5,2%.
-    Liczba zatrudnionych w sektorze przedsiębiorstw obniżyła się w czerwcu o 12,2 tys.
osób do 5,28 mln osób. Spadek był mniejszy niż w maju, kiedy ubyło 16,5 tys.
zatrudnionych. W porównaniu do czerwca ubiegłego roku liczba zatrudnionych
spadła o 1,9%.
-    Maleje tempo wzrostu płac. Średnie wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw
wyniosło w czerwcu 3287,88 zł i było wyższe o 2 proc. w porównaniu do czerwca
ubiegłego roku.
-    Jerzy Buzek zdecydowaną większością głosów został wybrany na przewodniczącego
Europejskiego Parlamentu.
-    Inflacja w czerwcu wyniosła w Polsce 3,5% w porównaniu do czerwca ubiegłego
roku. Ceny dóbr i usług konsumpcyjnych wzrosły w porównaniu do maja jedynie 
o 0,2%. Spadek inflacji zwiększa szansę na obniżkę stóp procentowych przez Radę
Polityki Pieniężnej.
-    Jose Manuel Barroso, przewodniczący Komisji Europejskiej, stwierdził, 
że niepowodzenie planu ożywienia europejskiej gospodarki może poważnie
podkopać pozycję euro. Jednocześnie Timothy Geithner, sekretarz skarbu USA
oświadczył że administracja amerykańska popiera silnego dolara. Jest przekonany,
że zostanie on główną światową walutą, w której trzymane są rezerwy większości
państw. Zdaniem głównego ekonomisty banku HSBC, rosła będzie rola chińskiego
juana jako jednej z głównych światowych walut i nastąpi to szybciej, niż spodziewa
się wielu ekonomistów.
-    Ceny konsumpcyjne w strefie euro spadły w czerwcu o 0,1% w porównaniu 
do czerwca ubiegłego roku. W maju spadły także o 0,1%.
-    Z publikacji stenogramów z ostatniego posiedzenia Fed wynika, że gospodarka
Stanów Zjednoczonych nadal jest słaba i podatna na kolejne szoki. Warunki
finansowania poprawiły się, ale wiele firm ma kłopoty z uzyskaniem kredytu. Fed
podwyższył prognozę PKB na ten rok. Szacuje, że spadnie on o 1,5-1%, a nie jak
szacowano poprzednio o 2,1-3%. W przyszłym roku PKB ma wzrosnąć o 2,1-3,3%,
a w 2011 r. o 3,8-4,6%. Prognozy dotyczące stopy bezrobocia wciąż nie 
są optymistyczne. Ma ono wzrosnąć do 10,1% w tym roku i obniżać się stopniowo 
w następnych latach.

                                       
-    Deficyt amerykańskiego budżetu w pierwszych dziewięciu miesiącach roku
podatkowego, który rozpoczął się 1 października, wyniósł 1,1 bln dolarów. Do końca
roku podatkowego ma on zwiększyć się do 1,84 bln dolarów. Dług publiczny USA
sięga 11,5 bln dolarów.
-    Produkcja przemysłowa w Stanach Zjednoczonych spadła w czerwcu o 0,4% 
(w maju spadek wyniósł 1,2%). Analitycy spodziewali się spadku o 0,6%.
Wykorzystanie mocy produkcyjnych amerykańskich firm wyniosło w czerwcu 68%,
wobec 68,2% w maju.
-    Rezerwy walutowe Chin osiągnęły rekordowo wysoki poziom 2,13 bln dolarów. 
W drugim kwartale zwiększyły się o 178 mld dolarów.
-    PKB Rosji zmniejszył się w pierwszym półroczu o 10,1%. W drugim półroczu
oczekuje się spadku PKB o 8-8,5%.


Rynek Akcji



Polska

Gdy w poprzednim tygodniu wydawało się, że nasz rynek nie uchroni się przed
głębszymi spadkami, od poniedziałku nieoczekiwanie sytuacja diametralnie się zmieniła.
Trwająca od 15 czerwca korekta doprowadziła do przełamania przez indeks największych
spółek ważnego poziomu 1800 punktów i sprowadziła go w dół o prawie 14% 
od ostatniego szczytu. Początek poniedziałkowej sesji był jeszcze zdecydowanie
spadkowy, jednak po osiągnięciu poziomu 1758 punktów popyt zaatakował i jeszcze tego
samego dnia doprowadził do powrotu powyżej 1800 pkt. Kolejne sesje przyniosły
kontynuację wzrostów, zatrzymaną dopiero nieco powyżej 1900 pkt. To wskazuje 
na duże prawdopodobieństwo, że WIG20 w najbliższym czasie będzie poruszał się
właśnie w przedziale 1800-1900 pkt.

Indeks szerokiego rynku zachowywał się bardzo podobnie, jednak w jego
przypadku dynamika zmian była nieco mniejsza. Od szczytu z 12 czerwca stracił niecałe
10% i zatrzymał się także w okolicach istotnego wsparcia na poziomie 29 200 punktów.
Odbicie od niego doprowadziło do zwyżki o ponad 8%. Barierą nie do przejścia okazał się
poziom 31 700 pkt. Do czerwcowego szczytu brakuje zaledwie 2%. Indeks największych
spółek musiałby wzrosnąć o prawie 7% by go osiągnąć.

W o wiele lepszej sytuacji z punktu widzenia analizy technicznej są wskaźniki
małych i średnich spółek. Oba znajdują się wciąż ponad czerwcowym szczytem, a korekta,
jaką przeżywały nie doprowadziła nawet do zbliżenia się ich do poziomów, których
przełamanie mogłoby stanowić zagrożenie poważniejszymi spadkami. Lepsze zachowanie
się tego segmentu rynku można tłumaczyć tym, że małe i średnie firmy nieźle sobie
radzą w warunkach spowolnienia gospodarczego z powodu swej większej elastyczności 
w dostosowywaniu się do warunków rynkowych. Ale można też szukać powodów zupełnie
innej natury. Po pierwsze indeksy te nie są zdominowane przez spółki surowcowe,
których notowania są zależne od zmian cen ropy naftowej i miedzi, które ostatnio były
bardzo zmienne. Po drugie, nie leżą w polu zainteresowania kapitału zagranicznego, który
często powoduje duże zmiany notowań. Po trzecie, są one w polu zainteresowania
krajowych funduszy inwestycyjnych, które w tych spółkach upatrują potencjału wzrostu 
i szansy na poprawienie wyników zarządzania. To właśnie fundusze specjalizujące się 
w inwestowaniu w małe i średnie spółki osiągnęły w pierwszym półroczu najwyższe stopy
zwrotu.

Zdania na temat rozwoju sytuacji na giełdzie w najbliższym czasie są mocno
podzielone. Część analityków przewiduje możliwość powrotu indeksów do poziomu 
z połowy czerwca, część kontynuację korekty i dalsze jej pogłębienie. Aby ocenić
prawdopodobieństwo realizacji poszczególnych scenariuszy, należałoby zastanowić się
nad przyczynami obecnej zwyżki. Jej źródeł należy oczywiście szukać za oceanem.
Optymizm tamtejszych inwestorów przypisywany jest lepszym niż oczekiwano wynikom
podanym przez bank Goldman Sachs, a potem przez Intela. Jednak wydaje się, że skala
optymizmu była zupełnie nieproporcjonalna do znaczenia wyników pojedynczych firm 
na cały rynek papierów wartościowych. Dane makroekonomiczne, jakie napływały w tym
tygodniu, nie skłaniały do euforii, a jednak wzrosty na giełdach były spore. Ich
uzasadnienia trzeba więc raczej doszukiwać się w emocjach i interpretacjach danych, 
a nie w ich rzeczywistym znaczeniu dla rynku.

W odniesieniu do naszego parkietu trzeba również wspomnieć o roli zagranicznego
kapitału w kreowaniu ostatnich wzrostów. Wskazuje na to zwiększona wyraźnie skala
obrotów i ich koncentracja na papierach największych i najbardziej płynnych spółek. Tezę
tę potwierdza też to, że wzrosty były udziałem także pozostałych giełd naszego regionu
oraz zdecydowane umocnienie się złotego.

Niezależnie od nastrojów związanych z publikacjami wyników finansowych przez
kolejne amerykańskie firmy, wydaje się mało prawdopodobne, byśmy w najbliższym
czasie mogli liczyć na trwałe przebicie poziomu czerwcowego szczytu i dalszy ruch
indeksów w górę. Koniec tygodnia przyniósł wyraźne oznaki „zmęczenia" inwestorów
wzrostami. W piątek indeksy zniżkowały. Tydzień zakończył się wzrostem WIG o 6,5%,
indeks największych spółek zyskał 6% a wskaźniki małych i średnich firm wzrosły 
po około 3%.

Europa


W ślad za Wall Street, także na głównych giełdach europejskich obserwowaliśmy
w tym tygodniu bardziej wyraźne zmiany wartości indeksów. Niemiecki DAX i francuski
CAC40 zyskały po około 7%. Tak duża zwyżka to prawdziwy ewenement na tle
trwającego od kilkunastu tygodni ruchu bocznego. Wynagrodziła ona inwestorów 
i doprowadziła do odrobienia z nawiązką strat z poprzedniego tygodnia. Jednak sytuacja 
z punktu widzenia analizy technicznej obu indeksów nie jest najlepsza i wskazuje 
na większe prawdopodobieństwo spadków. Londyński FTSE zyskał w skali tygodnia nieco
mniej, ale jego sytuacja techniczna wydaje się sporo lepsza. Na wykresie indeksu nie
widać aż tak wyraźnie zagrożenia spadkiem. Ale w przypadku wszystkich trzech
wskaźników scenariusze zmian pisane są za oceanem.

Informacje napływające z największych europejskich gospodarek są ostatnio nieco
lepsze, ale zdecydowanego przełomu wciąż nie widać. Opinie niemieckich analityków 
i inwestorów instytucjonalnych, obrazowane w postaci indeksu wyliczanego rzez instytut
ZEW, okazały się w lipcu dość pesymistyczne. Wartość wskaźnika obniżyła się z 44,8 
do 39,5 punktu. To znacznie gorzej, niż się spodziewano. Ale ta informacja nie
spowodowała większych reakcji na giełdzie we Frankfurcie. Podobnie jak nie było reakcji
na wzrost produkcji w strefie euro w maju. Zwiększyła się ona w porównaniu do kwietnia
o zaledwie 0,5%. W porównaniu do maja ubiegłego roku była niższa o 17%.

Giełdy naszego regionu najwyraźniej odwiedził w minionym tygodniu zagraniczny
kapitał. Jego obecność była mocno odczuwalna przez pierwsze trzy sesje. Później jego
zapał do zakupów osłabł. Teraz tylko trzeba patrzeć, kiedy zacznie realizować zyski 
ze wzrostów, które sam w dużym stopniu „nakręcił". Na fali amerykańskiego optymizmu
nie było to nadmiernie trudne. Najbardziej skorzystał na tym węgierski BUX, który wzrósł
o około 10%. Ale spojrzenie na wykres tego indeksu żadnego analityka technicznego nie
może nastrajać optymistycznie. Zwyżka zatrzymała się tuż w okolicy szczytu z końca
czerwca. A jego pokonanie wcale nie jest szczytem marzeń, bo bardziej istotny jest ten 
z połowy poprzedniego miesiąca.

Bardzo ciekawie wygląda natomiast wykres trochę niedocenianej giełdy
rumuńskiej. Po spadku z połowy czerwca zachowuje się on bardzo stabilnie i nie ulega
emocjom importowanym z „szerokiego świata". Tyle tylko, że wielkość obrotów
pozostawia tam wiele do życzenia. Trochę podobnie zachowuje się giełda sofijska, ale 
na niej rysuje się delikatna tendencja spadkowa. Moskiewski RTS zachowuje się w lipcu
bardzo dynamicznie. Do 13 lipca kontynuowana była silna tendencja spadkowa
zapoczątkowana jeszcze na początku czerwca. Od poniedziałku jednak trwało mocne
odreagowanie tej tendencji. W jej wyniku indeks zyskał około 10%. Patrząc na jego
wykres z dłuższej perspektywy, trudno się spodziewać czegokolwiek innego, jak tylko
spadku. A informacje płynące z tamtejszej gospodarki indeksowi raczej nie pomogą. 
Co prawda w czerwcu produkcja przemysłowa w Rosji zmniejszyła się o 12,1%, a więc
tempo jej spadku znacznie wyhamowało (w maju spadek wyniósł 17,1%), ale 
do trwalszej poprawy jeszcze bardzo daleko. PKB spadł w pierwszym półroczu 
aż o 10,1%.

Giełda turecka kopiuje niemal osiągnięcia chińskiej. Tamtejszy indeks 
z niewielkimi przerwami pnie się w górę od połowy listopada ubiegłego roku i nie
przejmuje się zbytnio nastrojami amerykańskich inwestorów. Zwyżka nie jest przesadnie
dynamiczna ale konsekwencja jej utrzymywania się wróży temu rynkowi jak najlepiej.

USA


Na Wall Street nastąpiła bardzo wyraźna poprawa nastrojów. W ciągu pięciu sesji
(od 9 do 16 lipca) Dow Jones i S&P500 wzrosły po 6,5%, a Nasdaq zwyżkował o 7,6%.
Indeksy zawróciły z poziomu dolnego ograniczenia przedziału, w którym znajdują się 
od początku maja. Ruch w wąskim przedziale 880-945 punktów w przypadku S&P500
trwa więc już dziesięć tygodni. Gdy wydawało się, że wyłamie się z niego dołem, nastąpił
zwrot sytuacji. Na razie jednak trudno mówić o czymkolwiek poważniejszym, niż 
o przedłużeniu konsolidacji. Nie udało się zrealizować spadkowego scenariusza, ale
wystąpienie nowej fali wzrostów wcale nie jest przesądzone.

Powszechnie uważa się, że obronę przed głębszymi spadkami i sporą ostatnią
zwyżkę zawdzięczamy dobrym wynikom, publikowanym przez amerykańskie firmy.
Jednak wydaje się, że optymizm płynący z ich interpretacji jest nieco przesadzony. Widać
to było w przypadku wyników Goldman Sachs i opublikowanej dzień przed ich
ujawnieniem wyższej rekomendacji dla akcji tego banku. Trochę to dziwna sytuacja, 
że informacje z jednej, nawet bardzo ważnej spółki, są w stanie spowodować tak duże
wzrosty na całym, niemałym przecież amerykańskim rynku. Widać inwestorzy
potrzebowali pretekstu do wzrostów. Widać to także po sposobie interpretowania
napływających danych makroekonomicznych. Znów gorsze informacje są ignorowane, 
a większą wagę przykłada się do tych lepszych. Sezon publikacji wyników rozkręca się
coraz mocniej i jak do tej pory obfituje w informacje optymistyczne, a przynajmniej
lepsze od oczekiwań. Trudno więc się dziwić, że inwestorzy reagują na nie zwiększoną
chęcią zakupów akcji. Trzeba jednak pamiętać, że poprawę wyników „ułatwia" to, że są
one porównywane do bardzo kiepskich rezultatów sprzed roku. W wielu przypadkach na
ich poprawę wpływają też czynniki jednorazowe, niezwiązane z normalną działalnością
firmy. Wypada czekać na doniesienia z kolejnych firm, a tych w tym tygodniu nie
zabraknie. W przeciwieństwie do danych makroekonomicznych. Jeśli S&P500 uda się
wyraźniej przełamać poziom 945 punktów (w czwartek mocno się do niego zbliżył),
prawdopodobna stanie się kontynuacja zwyżki.

Azja


Na parkietach w Azji sytuacja była dość zróżnicowana. Japoński Nikkei zanotował
wzrost o nieco ponad 1%. Po mocnym spadku z poprzedniego tygodnia i początku
mijającego, zdołał odrobić część strat, jednak znajduje się on wciąż dużo poniżej szczytu
ustanowionego w połowie czerwca. Od tego czasu obniżył swoją wartość o około 6%. W
poniedziałek strata sięgała ponad 9%. Indeks wciąż kreśli korektę wzrostów trwających
od połowy marca do połowy czerwca. Wszystko wskazuje na to, że jeszcze się ona nie
zakończyła i dalsze spadki są bardzo prawdopodobne. W maju produkcja przemysłowa
wzrosła w Japonii o 5,7%, a więc nieco mniej niż w kwietniu, gdy wzrost wynosił 5,9%.
W porównaniu do maja ubiegłego roku jest wciąż niższa o 29,5%.

Indeks w Szanghaju wzrósł o 3,8%. To wciąż perełka wśród giełd, nie tylko
azjatyckich. Trudno się temu dziwić, bo z chińskiej gospodarki wciąż napływają bardzo
optymistyczne wieści. Chiński PKB wzrósł w drugim kwartale o 7,9%. W pierwszych
trzech miesiącach roku zwyżkował o 6,1%. Widać więc, że przyspieszenie w tamtejszej
gospodarce nabiera tempa. Zdaniem przedstawicieli chińskich władz to zasługo rosnącego
popytu wewnętrznego i wzrostu produkcji, stymulowanej przez pakiet antykryzysowy.
Pojawiają się nawet głosy, że wkrótce Chiny mogą mieć kłopoty związane z przegrzaniem
gospodarki. Na razie te opinie wydają się być nieco przesadzone, 
bo do kilkunastoprocentowego wzrostu, do którego Chiny przyzwyczaiły nas 
w poprzednich latach - jeszcze daleko. Ale agresywna polityka kredytowa banków może 
z czasem odbić się niekorzystnie na ich kondycji. Widać, że pieniędzy mają w nadmiarze,
w porównaniu do potrzeb przedsiębiorstw. Część z nich lokują na tamtejszej giełdzie, 
co dodatkowo wspomaga wzrosty indeksów. Wartość rezerw Państwa Środka osiągnęła
rekordowo wysoki poziom ponad 2,13 biliona dolarów.

Liderem wzrostów była giełda w Hong Kongu, gdzie tamtejszy indeks zwyżkował 
o ponad 6%. Bardzo dobrze radziła sobie także giełda w Bombaju, w szybkim tempie
odrabiając straty z początku lipca.

Europa

USA*
Azja

BUX 14373,97/15827,6
10,1%
DAX 4631,97/4978,9
7,49%
CAC 3003,85/3226,42
7,41%
FTSE 7219,86/7588,24
5,1%
DJIA 8183,17/8711,82
6,46%
S&P 882,68/940,74
6,58%
NASDAQ
1752,55/1885,03
7,56%
Hang Seng 17732,57/18805,82
6,05%
ShanghaiB-Share
198,48/206,05
3,81%
Nikkei 9287,28/9395,32
7,56%
Tygodniowe zmiany indeksów 10.07.2009 – 17.07.2009
* dane z 16.07.2009

Rynek Walutowy


Względna stabilizacja na światowym rynku walutowym nie trwała zbyt długo.
Równowaga między euro i dolarem w okolicach 1,39 dolara za euro utrzymała się
zaledwie tydzień. Jeszcze w poniedziałek i wtorek było całkiem spokojnie. W środę euro
zdrożało gwałtownie do ponad 1,4 dolara, a w czwartek kontynuowało tę tendencję 
do ponad 1,41 dolara. Według oklepanego już schematu tę słabość amerykańskiej waluty
można tłumaczyć zdecydowaną poprawą sytuacji na rynku akcji. Ale wzrosty na Wall
Street zaczęły się już w poprzedni piątek i były kontynuowane od początku tego tygodnia.
W ostatnich dniach pojawiło się kilka wypowiedzi polityków i przedstawicieli instytucji
finansowych sugerujących możliwość zmniejszenia się roli dolara jako światowej waluty
rozliczeniowej i rezerwowej, ale ich wagi nie należy raczej przeceniać. Niezależnie od
przyczyn, kurs euro do dolara zbliżył się do poziomu najwyższego od końca czerwca.
Patrząc z dłuższej perspektywy, wciąż znajduje się w dość wąskim przedziale już 
od pierwszej dekady czerwca. Dopiero przebicie poziomu 1,42 dolara za euro mogłoby
stanowić impuls do poważniejszego osłabienia amerykańskiej waluty, przynajmniej 
do poziomu 1,43 dolara za euro. Ale do tego potrzebna byłaby kontynuacja zwyżkowej
tendencji na giełdzie, co wcale nie jest pewne.

W mijającym tygodniu złoty wykazywał wyjątkową siłę. W środę na rynku
międzybankowym dolara można było kupić już za 3,03 zł., najtaniej od połowy stycznia
tego roku. Złoty umacnia się dynamicznie od kilku dni, podobnie jak waluty pozostałych
państw naszego regionu. To wskazuje na zwiększoną obecność międzynarodowego
kapitału na naszych rynkach.

Od ubiegłej środy dolar staniał z niemal 3,2 zł do 3,03 zł. W ciągu siedmiu dni
stracił aż 17 groszy, czyli ponad 5 proc. Jest najtańszy od połowy styczna tego roku. 
Od szczytu „opcyjnego szaleństwa" z lutego, staniał już o prawie 90 groszy, czyli 22 proc.
Ale i tak wciąż jest droższy o 50 proc. od pamiętnego poziomu 2 zł, osiągniętego równo
rok temu.

Umacnianie się naszej waluty trwa niemal nieprzerwanie właśnie od lutego. 
W dużej części jest ono wynikiem powracania jej do racjonalnej wyceny, po ustąpieniu
problemów związanych z rozliczaniem opcji walutowych zawieranych przez wiele naszych
firm. Ale i w sporej części zawdzięczamy to dobrej, na tle innych państw, kondycji naszej
gospodarki. Zwyżki z ostatnich dni wiążą się jednak bardziej z ruchami
międzynarodowego kapitału, który zawitał na rynki naszego regionu, niż informacjami
makroekonomicznymi. Jedynymi danymi z tej sfery, które poznaliśmy w ostatnim czasie,
była informacja o sporej, utrzymującej się od kilku miesięcy nadwyżce w obrotach
bieżących. Ale to chyba za mało, by stanowić jedyny impuls do tak znaczącego
umocnienia się złotego. W każdym razie na tę siłę składają się raczej czynniki lokalne,
ponieważ notowania euro do dolara, za którymi zwykle podąża złoty pozostają od około
półtora miesiąca na dość stabilnym poziomie.

Odetchnąć też mogą posiadacze kredytów we frankach. W środę i czwartek
szwajcarską walutę wyceniano chwilami nawet na 2,8 zł. A jeszcze w połowie lutego
straszyła nas ceną powyżej 3,3 zł. Spadek o 50 groszy daje nam 15 procentową „ulgę" 
w wysokości rat kredytu. Ale oczywiście o 2 zł z lipca ubiegłego roku na razie możemy
tylko pomarzyć.

W czwartek wieczorem nasza waluta nieco osłabła, ale spadek jej wartości nie był
duży i sięgał około 2 groszy wobec głównych walut. W piątek sytuacja naszej waluty była
stabilna a zmiany niewielkie.

Kursy NBP 17.07.2009 r.

USD
EUR
CHF
100 JPY
Kupno 3,0163 zł
Sprzedaż 3,0773 zł
Średni 3,0527 zł
Kupno 4,2601 zł
Sprzedaż 4,3461 zł
Średni 4,2994 zł
Kupno 2,8063 zł
Sprzedaż 2,8629 zł
Średni 2,8354 zł
Kupno 3,2199 zł
Sprzedaż 3,2849 zł
Średni 3,2590 zł


Rynek Surowców


Na rynku surowców sytuacja w tym tygodniu była dość dynamiczna 
i charakteryzowała się sporymi wahaniami cen, choć już nie tak dużymi jak poprzednio.
Po spadku cen ropy naftowej z 67 dolarów za baryłkę do około 59 dolarów w poprzedni
piątek, notowania surowca znów zwyżkowały. W środę zbliżyły się do poziomu 64
dolarów, czyli podniosły się o około 8,5%. Czwartek przyniósł spadek do 63 dolarów. 
Z punktu widzenia analizy technicznej, możliwy jest jeszcze wzrost ceny nawet do 66
dolarów, jednak w dłuższym horyzoncie istnieje spore prawdopodobieństwo spadku
przynajmniej do około 55 dolarów.

Wskazań analizy technicznej nie należy lekceważyć, bowiem wydaje się, że cenami
ropy naftowej kierują bardziej przesłanki emocjonalne i spekulacyjne, niż racjonalne
kalkulacje. Trudno uzasadnić poprzedni, trwający od początku roku dynamiczny wzrost
cen ropy o prawie 100% w sytuacji, gdy w większości najbardziej uprzemysłowionych
krajów produkcja przemysłowa była w tym czasie o ponad 20% niższa niż przed rokiem,
a stopień wykorzystania mocy produkcyjnych w Stanach Zjednoczonych sięga zaledwie
66-68%. W takich warunkach trudno mówić o wzroście popytu ze strony gospodarki,
uzasadniającego taką skalę zwyżkę cen surowca. Co ciekawe, notowania nie zareagowały
niemal wcale na opublikowane w czwartek bardzo optymistyczne dane dotyczące
chińskiej gospodarki, która uchodzi za głównego odbiorcę surowców przemysłowych, 
a najnowsze informacje i prognozy tylko tę opinię potwierdzają.

Także na rynku miedzi sytuacja była bardzo zmienna. Jeszcze 22 czerwca
kontrakty terminowe na dostawy tego metalu osiągnęły najniższy od kilku tygodni
poziom około 211 dolarów. W ciągu kilkunastu dni wzrosły do 230 dolarów, spadły 
do około 215 dolarów, by od 8 lipca do ubiegłej środy wykonać efektowny rajd w górę 
do prawie 240 dolarów, czyli o ponad 11 proc. Również i w tym przypadku trudo
doszukać się fundamentalnych przesłanek tak gwałtownych ruchów.

Osłabienie z poprzedniego tygodnia odreagowywała cena złota. Jeszcze 8 lipca
zbliżyła się ona niebezpiecznie do poziomu 900 dolarów za uncję. W środę była 
o 40 dolarów wyższa. Czwartek przyniósł niewielką korektę. Warto zauważyć, że złoto
zachowuje się od pewnego czasu podobnie, jak surowce przemysłowe. Poprzednio jego
notowania były raczej charakterystyczne dla instrumentu inwestycyjnego, podobnie jak 
w przypadku dolara.

Po bardzo dużej, sięgającej prawie 15% przecenie na rynku platyny, trwającej 
od początku czerwca do końca poprzedniego tygodnia, od poniedziałku mieliśmy 
do czynienia z równie silnym odreagowaniem. Uncja tego metalu do czwartku zdrożała 
o prawie 6%. Niemal identyczny ruch nastąpił na rynku srebra. Trudno znaleźć racjonalne
wytłumaczenie tak dynamicznych zmian, poza transakcjami o charakterze
„spekulacyjnym".

W piątek notowania ropy skoczyły znów do prawie 65 dolarów za baryłkę, o ponad
1,5% zwyżkowały też kontrakty na miedź. W ciągu tygodnia ceny metalu wzrosły o około
7 proc. do 5215 dolarów za tonę.

Jako ciekawostkę warto zauważyć bardzo dynamiczny wzrost cen kontraktów
terminowych na kakao i spadek tego typu instrumentów na kawę. Od końca czerwca
cena kontraktów terminowych na sok pomarańczowy wzrosła z niecałych 76 dolarów 
do 103 dolarów, co można łatwo wytłumaczyć zwiększonym popytem na napoje
chłodzące. Ale czym tłumaczyć skok kontraktów terminowych na mleko z 9,8 dolara 
do 10,7 dolara- Od połowy 2007 r. do czerwca tego roku kontrakty na mleko spadły 
z 22 dolarów do około 10 dolarów. W tym przypadku kryzys był prawie tak samo
odczuwalny, jak na rynku ropy.

Ropa Brent 64,97 dol/baryłka 8,21%
Złoto 938,47/uncja 2,9%


Wieści z rynku


Rośnie oprocentowanie lokat

    Z przygotowanego przez Gold Finance rankingu wynika, że w lipcu oprocentowanie
lokat bankowych zwiększyło się. Dotyczy to środków lokowanych na 3-, 6- i 12-miesięcy.
Ich najwyższe oprocentowanie według stanu na 15 lipca sięgało 7%. Przed miesiącem
wynosiło od 6 do 6,5%.

Chętniej inwestujemy w fundusze

    Według danych firmy Analizy Online, w czerwcu saldo wpłat i umorzeń 
w funduszach inwestycyjnych było dodatnie i wyniosło 0,58 mln zł. Na plusie utrzymuje
się już drugi miesiąc z rzędu. Wszystko wskazuje, że zła passa funduszy powoli mija.
Inwestorzy coraz chętniej lokują za ich pośrednictwem pieniądze i coraz mniej chętnie 
je z nich wycofują. Klienci są jednak dość ostrożni. Największy dopływ pieniędzy nastąpił
do funduszy pieniężnych i gotówkowych. Akcyjne plasują się za nimi, ale notują dodatnie
saldo wpłat i wypłat już czwarty miesiąc z rzędu.

W czerwcu o 1,5 mld zł wzrosły też aktywa funduszy i osiągnęły poziom 77,2 mld
zł. Ta tendencja utrzymuje się już czwarty miesiąc z rzędu.

Małe i średnie spółki wciąż najbardziej zyskowne

W ciągu ostatniego miesiąca największe zyski dla swych klientów wypracowały
fundusze inwestujące w akcje małych i średnich spółek. Najlepsze z nich osiągnęły stopę
zwrotu sięgającą 4-7%. Z powodu umocnienia się złotego zdecydowanie gorzej radziły
sobie fundusze lokujące w papiery spółek zagranicznych. Większość z nich zakończyła
miesiąc na minusie. Jeszcze niedawno to właśnie one uzyskiwały najwyższe stopy zwrotu.
Nadal ich wyniki są najlepsze w horyzoncie 3 i 6 miesięcy.

O połowę mniej kredytów mieszkaniowych

    Jak wynika z danych Związku Banków Polskich, w pierwszym półroczu tego roku
banki udzieliły ponad 83 tys. kredytów mieszkaniowych o łącznej wartości 16,8 mld zł. 
W pierwszych sześciu miesiącach ubiegłego roku udzielono ich aż 165 tys., czyli
dwukrotnie więcej. Ich wartość wyniosła 36 mld zł. Związek Banków Polskich prognozuje,
że w całym roku wartość udzielonych kredytów wyniesie około 40 mld zł

Eurobank obniża marże w zamian za ubezpieczenie kredytu

    Eurobank wspólnie z TU Benefia i TU na Życie Benefia, uruchomił program
Prommotion. Wysokość marży kredytu jest zależna od rodzaju pakietu ubezpieczeń,
wybranego przez klienta, który ubiega się o kredyt. Kredytobiorca ma do wyboru 
aż 20 możliwości w ramach pakietu ubezpieczeniowego. Od tego wyboru zależna jest
wysokość marży pobieranej przez bank.


Lokata WIGtoria z BPH

    Bank BPH oferuje nowy produkt strukturyzowany, lokatę Wiktoria, opartą 
o notowania indeksu największych spółek na warszawskim parkiecie. Gwarantuje ona
zwrot pełnej wartości nominalnej wpłaconego kapitału i daje szansę na zysk znacznie
wyższy, niż na tradycyjnej lokacie. Inwestor partycypuje w 70% wzrostu wartości
indeksu WIG20, jednak pod warunkiem, że nie wzrośnie od w czasie trwania lokaty (czyli
2 lat) więcej niż o 150%.

BZ WBK oferuje Obligację WIG20 Profit

    Obligacja WIG20 Profit to produkt strukturyzowany o dwuletnim okresie inwestycji
i pełnej gwarancji zwrotu kapitału. Zyski zależne są od wzrostu wartości indeksu WIG20.
Pojawią się w przypadku, gdy indeks wzrośnie rok po roku o przynajmniej 10%.


Kalendarium wydarzeń nadchodzącego tygodnia 20.07.2009-24.07.2009


Czeka nas prawdziwie wakacyjny tydzień. Takiego „ubóstwa" wydarzeń i publikacji
danych makroekonomicznych nie było już od dawna. Ale kilka z nich może wywrzeć
pewien wpływ na rynki. Jeśli chodzi o nasze podwórko, poznamy wielkość inflacji bazowej,
czyli bez cen żywności i energii w czerwcu, dane GUS o koniunkturze gospodarczej 
w lipcu oraz protokół z poprzedniego posiedzenia Rady Polityki Pieniężnej. Będą to dane 
o znikomym wpływie na sytuację na naszym rynku finansowym. O wiele ważniejsze będą
dane o sprzedaży detalicznej i stopie bezrobocia, które poznamy dopiero w czwartek.

Spośród danych z Europy istotny wpływ na sytuację na giełdach oraz rynku
walutowym mogą mieć informacje o zamówieniach w przemyśle Eurolandu w maju oraz
saldzie rachunku obrotów bieżących. Zamówienia w kwietniu były niższe niż w kwietniu
ubiegłego roku aż o 35,5%. Jeśli tendencja spadkowa w takiej skali się utrzyma, nie
będzie to dobry znak także dla naszych firm. W piątek czeka nas cała seria danych
dotyczących wskaźnika aktywności wytwórczej w sferze produkcji i usług w Eurolandzie,
Niemczech i Francji. Tego typu wskaźniki ostatnio mają pewien wpływ na zachowania
inwestorów. Dowiemy się także, jaka była dynamika sprzedaży detalicznej w Wielkiej
Brytanii oraz dynamika PKB tego kraju w drugim kwartale tego roku.

Bardzo niewiele danych napłynie zza oceanu. Jedynie publikacje wyników
finansowych tamtejszych firm będą dostarczać giełdom impulsów do zmian. Niemal
każdego dnia informować o swych osiągnięciach i planach będą spółki o sporym
znaczeniu dla koniunktury na parkietach. We wtorek sprawozdanie z działalności Fed
złoży przed komisją Izby Reprezentantów Ben Bernanke. Pewien wpływ na rynek może
wywrzeć poniedziałkowa publikacja indeksu wskaźników wyprzedzających oraz
czwartkowy odczyt indeksu cen domów. W czwartek poznamy liczbę wniosków o zasiłek
dla bezrobotnych i sytuację na rynku wtórnym domów. W piątek indeks nastrojów
Uniwersytetu Michigan.



Poniedziałek, 20 lipca

Niemcy
- 8.00 inflacja na poziomie producentów (PPI) w czerwcu (poprzednia wartość 0%
miesiąc do miesiąca, -3,6% rok do roku)

USA
- 16.00 indeks wskaźników wyprzedzających w czerwcu (prognoza 0,5%, poprzednia
wartość 1,2%)

Wtorek, 21 lipca

Polska
- 14.00 inflacja bazowa baz cen żywności i energii w czerwcu (prognoza 2,7% rok 
do roku, poprzednia wartość 2,8% rok do roku)

USA
- wystąpienie Bena Bernanke w komisji do spraw usług finansowych Izby Reprezentantów
w sprawie działalności Fed

Środa, 22 lipca

Polska
- 14.00 koniunktura gospodarcza w lipcu

Euroland
- 11.00 zamówienia w przemyśle w maju (poprzednia wartość -1% miesiąc do miesiąca, 
-35,5% rok do roku)

USA
- 16.00 indeks cen nieruchomości OFHEO w maju (prognoza -0,2% miesiąc do miesiąca,
poprzednia wartość -0,1% miesiąc do miesiąca)
- 16.30 zmiany zapasów paliw płynnych

Czwartek, 23 lipca

Polska
- 10.00 sprzedaż detaliczna w czerwcu (poprzednia wartość -2,1% miesiąc do miesiąca,
1,1% rok do roku)
- 10.00 stopa bezrobocia w czerwcu (poprzednia wartość 10,8%)
- 14.00 publikacja protokołu z posiedzenia Rady Polityki Pieniężnej

Euroland
- 10.00 saldo obrotów bieżących w maju (poprzednia wartość -5,9 mld euro)

Wielka Brytania
- 10.30 sprzedaż detaliczna w czerwcu (poprzednia wartość -0,6% miesiąc do miesiąca, 
-1,6% rok do roku)

USA
- 16.00 wnioski o zasiłek dla bezrobotnych (poprzednia wartość 522 tys.)
- 16.00 sprzedaż domów na rynku wtórnym w czerwcu (prognoza 4,8 mln, poprzednia
wartość 4,77 mln)
- 16.00 dynamika sprzedaży domów na rynku wtórnym w czerwcu (prognoza 
0,6% miesiąc do miesiąca, poprzednia wartość 2,4% miesiąc do miesiąca, 3,6% rok 
do roku)

Piątek, 24 lipca

Francja
- 8.45 indeks zaufania konsumentów w lipcu (poprzednia wartość -37 pkt.)
- 8.58 indeks PMI dla przemysłu (poprzednia wartość 45,9 pkt.) i usług (poprzednia
wartość 47,2 pkt.)

Niemcy
- 9.28 indeks PMI dla przemysłu w lipcu (poprzednia wartość 40,9 pkt.) i usług
(poprzednia wartość 45,2 pkt.)
- 10.00 indeks instytutu Ifo w lipcu (poprzednia wartość 85,9 pkt.)

Euroland
- 9.58 indeks PMI dla przemysłu w lipcu (poprzednia wartość 42,6 pkt.) i usług
(poprzednia wartość 44,6 pkt.)

Wielka Brytania
 10.30 dynamika PKB w II kwartale (poprzednia wartość -2,4% kwartał do kwartału, 
-4,9% rok do roku)

USA
- 15.55 indeks nastroju Uniwersytetu Michigan w lipcu (prognoza 64,6 pkt., poprzednia
wartość 70,8 pkt)


Prognozy na przyszły tydzień


Atmosfera na naszym giełdowym rynku wyraźnie się poprawiła. Szczególnie dobry
był początek tygodnia. Ostatnie dwie sesje to już wyraźne osłabienie impetu zwyżki.
Zawdzięczamy ją przede wszystkim kolegom zza oceanu, którzy dość euforycznie
reagowali na każdą dobrą informację, a ignorowali te mniej optymistyczne. Po prostu
rynki „nie chciały" spadać i inwestorzy szukali każdego pretekstu do wzrostu. A trzeba
przyznać, że tych nie brakowało. Obawy o wyniki amerykańskich spółek jak na razie
okazały się nieuzasadnione. Jeśli dobra passa w publikacjach potrwa w najbliższych
dniach, to nie co się martwić o kondycję rynku. Ale chyba nie ma co liczyć na wielkie
fajerwerki. Wzrosty z tego tygodnia były dość pokaźne i pewnie przyjdzie czas 
na uspokojenie sytuacji. Doprowadziły one indeksy do powrotu do przedziału, w jakim
poruszały się przez kilka ostatnich tygodni. Dopiero przebicie górnego poziomu tego
przedziału mogłoby spowodować większą zwyżkę. Z pewnością nie będzie to łatwe, 
o czym świadczy choćby przebieg piątkowej sesji. W przypadku gdyby wystąpiła, należy
ostrożnie podchodzić do jej trwałości.

Roman Przasnyski
Główny Analityk Gold Finance


Powyższy tekst jest wyrazem osobistych opinii i poglądów autora i nie powinien być
traktowany jako rekomendacja do podejmowania jakichkolwiek decyzji związanych 
z opisywaną tematyką. Jakiekolwiek decyzje podjęte na podstawie powyższego tekstu
podejmowane są na własną odpowiedzialność.


 
 
 

Powiązane artykuły